Miałem zaledwie siedemnaście lat, kiedy późno w nocy rozległo się pukanie do drzwi. Do domu wtargnęła francuska policja /.../. Po kilku miesiącach spędzonych we francuskich więzieniach dwa tysiące osób zamknięto w dwudziestu wagonach kolejowych. Naszym celem był Buchenwald, najstraszniejszy obóz w Niemczech. Tam traktowani byliśmy przez nadzorców z SS jak podludzie i zmuszani do pracy niczym niewolnicy. Byłem bity, głodowałem. Widziałem brutalne tortury i bezsensowne mordy. Ale ocalałem.
„Ocalałem z Buchenwaldu”
jest to historia Louisa Grosa, Francuza, który po tułaczce po więzieniach
trafia do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Tam młody Louis otrzymuje
numer 51 311. Trafia tam ze swoim ojcem. Podróż spędzają w bydlęcym
wagonie wraz z innymi osobami. Opowieść, którą snuje młody Louis jest bogata w
szczegóły, w pewnych momentach jest wręcz przerażająca. Buchenwald to obóz,
który znajdował się na terenie Niemiec. W to miejsce (tak jak do obozu w
Auschwitz) przywożono ludzi różnych narodowości. Jako „pamiątkę” Louis Gros
przywiózł pasiak. Przez resztę życia starał się wrócić do normalności – stanu
ducha, o jakim w Buchenwaldzie niemalże zapomniał. Historia Grosa jest pozornie
podobna do innych. Louis jako Francuz ma zgoła inne spojrzenie na drogę, której
musiał doświadczyć w piekle Buchenwaldu.
Książka
jest godna uwagi, ponieważ swoją historię opowiada Francuz. Lektura wciąga
swoim słownictwem i tym że w tej opowieści również są wspomniane wydarzenia,
które nie mieszczą się w głowie. Są to obozowe wspomnienia człowieka (równie
przerażające), który nie był Żydem. Gros wspomina sadystyczne zachowanie
komendanta Buchenwaldu. Mimo bardzo bolesnych wspomnień, dręczących powikłań w
postaci gruźlicy, udało mu się ułożyć sobie życie. Podręcznik zawiera dużo zdjęcia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz